›  Universum
›  Strona główna
›  Forum
›  XIPOG PBF
›  ALBUM
›  Szybko! Blog


Zamknięty przez: Nolfaverll (11 Wrz 2011 07:41

Autor Uderzenie w Serce


Wiek: 26
Posty: 9886
94 Pok/ów



Rozwiń/Zwiń






Uderzenie w Serce 22 Sie 2011 02:24
Rapid – Glean’thas


W zasadzie, nie wiesz, jak trafiłeś do Rivii.
Pamiętasz jedynie przebłyski. Podróżowanie w starym wozie razem z niewielką grupą krasnoludów, wspólne biesiadowanie, rozmowy o polityce… Wszystko skończyło się na dziesiątej bądź jedenastej kolejce Bimbru Mahakamskiego – diabelnie mocnego alkoholu, który był tworzony przez Krasnoludy i dla Krasnoludów. Sam się dziwisz, że zdołałeś aż tyle wypić. Skutki tego odczuwalne są aż teraz…

Słońce prażyło niemiłosiernie. Jak na kilka tygodni po Nocy Świętojańskiej upał był okropny, a wojna, która się szykuje, na pewno zostanie naznaczona nie tylko krwią, ale i ogniem. Już nawet sama podróż do stolicy Zjednoczonego Królestwa Rivii i Syrii ukazała, że nadmiar słońca również szkodzi – widziałeś wiele w swoim życiu, ale walkę z ogniem, trawiącym dorodne plony, które miały wyżywić znaczną część pewnej wioski? Dobrze, że ty i twoi kompani mieliście coś w zapasie, bo inaczej z chłopami z tamtego rejonu byłoby dość krucho…

- Nie bój nic, Glean’thas! – zwołał do ciebie jeden z Krasnoludów, jadący na ośle kasztanowej maści. – Jeszcze dziś dotrzemy do celu! – dodał, uderzając otwartą dłonią o kant wozu. Ty tylko syknąłeś z bólu – dopadł ciebie najgorszy przyjaciel biesiadnika – ten przeklęty kac…

Krasnolud nie kłamał. Mniej więcej po upływie trzech godzin zauważyłeś zmianę traktu, z piaszczystego na kamienny. A po niewielkim odstępnie czasowym – pierwsze, nieco większe budynki.
Rivia.
Cel twojej podróży. Właściwie, dlaczego tutaj się chciałeś dostać?
Świetne pytanie. Właściwie… Nie wiesz. Uznałeś, że wtopienie się w miejski tłum największego miasta na południu Królestw Północy, jest jednym z najlepszych ucieczek przed pościgiem. No bo to znajdzie ciebie bez problemów w mieście, które ma ponad 50 tysięcy mieszkańców i to różnych ras? Tutaj można spotkać prawie każdego przedstawiciela rasy, z wyjątkiem Wiedźminów. Chociaż kiedyś… Obiła ci się o uszy historia sprzed kilku lat, że w tym mieście, w trakcie pogromu zginął jeden. Po kilku latach okazało się, że tylko sobie znanym cudem przetrwał i znalazł się w Temerii. Co działo się potem, to wie każde dziecko. Z łatwością można się tego dowiedzieć w pieśniach, głoszonych przez licznych bardów.
- No, to tutaj nasze drogi się rozchodzą, młody Elfie. – powiedział do ciebie Otto, przywódca krasnoludzkiej kompanii. – My ruszamy dalej, na południe. Ponoć reaktywuje się tam pewien oddział, który ma ruszyć na ten zawszony, tfu! – Nilfgaard. – wyjaśnił, spluwając na ulicę. Otarł swoją długą, rudą brodę, po czym podszedł do ciebie.
- Niemniej, bardzo miło było nam ciebie poznać. Trzymaj się, to może jeszcze kiedyś się spotkamy. – westchnął, wyciągając do ciebie rękę, by się pożegnać.
- No, my na pewno nie zginiemy! – zaśmiał się inny z kompanów, srebrnobrody Johann. Zawtórowało mu czterech Krasnoludów, czyli znaczna część grupy.
- Jeżeli chcesz się gdzieś tu zatrzymać, udaj się do karczmy „pod chorym Utopcem”. – puścił ci oczko Otto. – Zarządza nim mój dobry kuzyn Heinrich, a jeżeli się na mnie powołasz – na Otta Warsunga – to może wesprze cię w początku twojego życia w tej mieścicie. Oprowadzi cię, powie, z jakimi łajdakami się zadawać, a z jakimi nie. No, trzym się młody! – zakończył, ściskając ci rękę raz jeszcze. Po krótkiej chwili cała krasnoludka kompania oddaliła się na twoich oczach, rozmawiając i śmiejąc się. Wojenko, ech wojenko..

Karczma „Pod chorym Utopcem” była bardzo trudna do odnalezienia. By się do niej dostać, musiałeś krążyć kilkadziesiąt minut po bocznych, ciasnych uliczkach. Ale gdy wypatrzyłeś szyld, błyskawicznie poznałeś, że to tutaj – zielonkawa głowa Utopca, w dodatku uczepiona na krótkich łańcuchach. Cicho westchnąłeś i pchnąłeś drzwi do karczmy.
Od razu uderzył ci w nozdrza charakterystyczny, piwny zapach. Po pomieszczeniu rozległ się dźwięk skrzypiec i bębenków. Zawtórował im ciepły, kobiecy (na pewno elficki!) głos…

~ Opowiem wam historię, co się zdarzyła tu, kiedy już zapadał zmrok po pochmurnym dniu…~


Śpiew kobiety urzekł wszystkich. Nawet nieco już pijane Krasnoludy odstawiły kufle z piwem, by wsłuchać się w piękny śpiew. A ty…
… Stałeś w drzwiach jak ten kołek, wsłuchany w pieśń pięknej, złotowłosej bardki…

~ Zapadał wokół zmrok i padał deszcz… On środkiem miasta szedł. Z nim szedł deszcz…~


Nie no, jeżeli chcesz wysłuchać pieśni do końca, wypadałoby gdzieś usiąść! Zauważyłeś nawet jedno wolne miejsce i to dość blisko sceny… Nie dość, ze wszystko będziesz wyraźnie słyszeć, to i widoki będą piękne.




Szynszyla – Ezreal


Trop się urwał.
Piękna niewiasta, która prowadziła cię przez kilka mil łąk, lasów i pastwisk, zniknęła równie szybko, co się pojawiła. Zniknięcie na łące, nad rzeką, czy nawet w starym lesie byłbyś w stanie zrozumieć, ale znikniecie kilkanaście minut drogi przed stolicą jednego z Państw Północy? I nikt inny tego nie zaobserwował? Czyżby to była zwykła mara, jakiś duch, upiór, który zwyczajnie się z tobą zabawiał?
- Chędożyć wszystko. – mruknąłeś, zaciskając palce na torbie podróżnej. Od kilku dobrych dni zaczynała być coraz lżejsza, mimo tego, że stosunkowo niedawno była pełna. Ciężko westchnąłeś, chcąc siąść na środku traktu i po prostu siedzieć. Gdybyś tylko mógł wrócić do Nilfgaardu, gdyby móc cofnąć czas… Ale tam jesteś spalony. Siatka szpiegowska cesarza Emhyra z pewnością obejmowała znaczną część znanego wam świata i z łatwością mogłaby ciebie wytropić, by odkryć miejsce pobytu twojego ojca. Wszystko przez tego Emhyra…
Już znaczna część mieszkańców Północy życzy mu rychłej śmierci. „A nuż ktoś mu czegoś dosypie do wina.. A nuż zaśnie i już się nie obudzi…” – powtarzała szlachta i mieszczaństwo, gotujące się do wojny. Ciebie pobór do wojska, na szczęście, minął. Może to z tego powodu, ze nie miałeś stałego miejsca zamieszkania i nigdy nie wiadomo, gdzie ciebie szukać. Dobra metoda, jak nie ma się kompanów i jest się samotnikiem z wyboru.

Przysiadłeś na pobliskiej ławce, obserwując przechadzających się kupców. Kilku nawet próbowało namówić ciebie do kupna miecza, porcelany, tkaniny, ale.. Masz wszystko wyliczone i na byle co tobie nie wystarczy. Z resztą, co jest tobie potrzebne, to masz. Nadbagaż jest ci zbędny. Zwłaszcza, kiedy podróż się przeciągnie.

Gdzie zmierzasz? Przed siebie. W poszukiwaniu miejsca, gdzie można by się osiedlić, rozpocząć życie w spokoju. Szkoda jednak, że jak już znajdziesz przyzwoite miejsce, to zawsze coś zasłoni ci drogę - jak nie jakaś plaga, czy obfite opady deszczu, śniegu lub gradu, to wojna między Nilfgaardem, a Królestwami Północy. Byłeś zdecydowanie zbyt blisko granicy, by uznać, że możesz wieść spokojny żywot. Jeszcze jakiś oddział ekspedycyjny wlazł z butami do twojej samotni…
Owszem, w puszczy i górach czujesz się lepiej, niż w takiej mieścinie. Tam miałbyś o wiele większe szanse przeżycia. Przetrwania. A tutaj? Wspomnienia z Nilfgaardu przynoszą niezbyt przyjemne myśli – każda istota interesowała się własnym losem, nawet kiedy ktoś ją trącił, nie podnosiła wzroku z ziemi i szła dalej. Miasto było obce. Człowiek nie znał człowieka, Elfy tworzyły tylko kilkuosobowe grupki, w dodatku zamknięte. Krasnoludy podobnież, a Gnomy musiały liczyć tylko na siebie, podobnież mieszańce. Kompletna izolacja. Odkąd wyruszyłeś z dawnego domu, postanowiłeś sobie tylko jedno – jak zamieszczać to albo w odosobnieniu, albo w niewielkiej osadzie, gdzie każdy zna każdego, rozmawia z nim, niezależnie od wzrostu, postury, czy kształtu uszu. Ale wpierw…
Musisz odnaleźć tą dziewczynę. I to dziwne stworzenie, towarzyszące jej. Rozejrzałeś się bacznie wśród tłumu i wstrzymałeś oddech. Szła. Samotnie szła w stronę mniejszej uliczki…
Zerwałeś się na równe nogi i wręcz biegłeś, by Ją dogonić, złapać, zatrzymać. Wśród sporego tłumu musiałeś się jeszcze przeciskać, co utrudniało bieg. Jednakże Ona jakby na ciebie czekała, szła wolnym krokiem wąską uliczką, ignorując brud, który tam zastała. Ścieki, kałuże, truchła martwych szczurów… Ona jakby się unosiła ponad tym. Kroczyła kilka cali ponad tym…
Kiedy wbiegłeś w uliczkę, Ona weszła do jakiegoś budynku. Karczmy albo raczej – Tawerny. Szyld przypominał ci głowę Utopia, nieco zielonkawą, a nie tak jak u normalnego – bardziej morską. Przełknąłeś ślinę… Tam mogłeś spodziewać się wszystkiego – pijaków, barbarzyńców, żołnierzy. Wszyscy mogli być chętni do bójki akurat z osobą, która jako najbliższa przekroczy próg karczmy. Dość nerwowo zacząłeś ruszać palcami. Nie od tego masz umiejętności maga, by z nich nie korzystać! Wykonałeś dyskretny ruch prawą dłonią, a po krótkiej chwili poczułeś chłód. Przyjemny chłód, dający do zrozumienia, że zaklęcie wyszło. Nawet bez tego uczucia poznałbyś, że w twojej dłoni znalazł się lodowy sztylet. Zaklęcie może nie było zbyt potężne, ale trochę witalności ci odbierało. Takie prawo natury.

Kiedy położyłeś dłoń na klamce od drzwi, usłyszałeś westchnięcia, gwizdy, wiwaty. Przez brudną szybę mogłeś rozpoznać, że szykuje się tam występ jakiegoś barda, który właśnie wchodził na scenę. Możesz uniknąć bijatyki, ale sztylet lepiej mieć w pogotowiu. Dość mocno pchnąłeś drzwi…

Od razu uderzył ci w nozdrza charakterystyczny, piwny zapach. Po pomieszczeniu rozległ się dźwięk skrzypiec i bębenków. Zawtórował im ciepły, kobiecy (na pewno elficki!) głos…

~ Opowiem wam historię, co się zdarzyła tu, kiedy już zapadał zmrok po pochmurnym dniu…~


Śpiew kobiety urzekł wszystkich. Nawet nieco już pijane Krasnoludy odstawiły kufle z piwem, by wsłuchać się w piękny śpiew. A ty…
… Stałeś w drzwiach jak ten kołek, wsłuchany w pieśń pięknej, złotowłosej bardki…

~ Zapadał wokół zmrok i padał deszcz… On środkiem miasta szedł. Z nim szedł deszcz…~


Nie no, jeżeli chcesz wysłuchać pieśni do końca, wypadałoby gdzieś usiąść! Zauważyłeś nawet jedno wolne miejsce i to dość blisko sceny… Nie dość, ze wszystko będziesz wyraźnie słyszeć, to i widoki będą piękne.

Grzeg – Thorgin Frugo


Pogrom, w wyniku którego na ulicach Aldersbergu zginęło przeszło 100 nieludzi, stał się kolejnym powodem do ucieczki z miasta Wielkiego Mistrza Zakonu. Ludzie byli coraz groźniejsi, nieprzewidywalni, jakby myśleli, że są Panami Losu. To była jedna z przyczyn zmiany miejsca zamieszkania na w miarę spokojne i ciche (przynajmniej spokojniejsze i cichsze). W poszukiwaniu bezpieczeństwa twoja grupa dotarła aż do Rivii. Dopiero tutaj ekipa się rozdziela i rozpoczęła swoje życie na nowo. I tak już od kilku tygodni…
Wbrew pozorom, te rasy, które najbardziej ucierpiały w pogromie w Aldersbergu, również się na swój sposób mściły. Krasnoludy, które zajmowały się płatnerstwem, wydawały gorszy ekwipunek, Niziołki-bankowcy dawały kredyty na większy procent, ale tylko ludziom. Między innymi rasami wszystko było w najlepszym porządku i nikt niczego nie podejrzewał.
Do takich prowokacji również i ty się dołączyłeś. Ludzie nie podejrzewali, że nić w ich ubraniach jest zdecydowanie gorszego gatunku, a także płacili za dużo. A dla Elfów, Niziołków, Krasnoludów? Oczywiście, po normalnych stawkach i przy użyciu pewniejszych narzędzi. Cała Gromada, która utworzyła się w Rivii (grupa, zrzeszająca głowy rodów rzemieślniczych w rasach krasnoludzkich, elfickich i Niziołków na danym terenie), uznała, że ludzie wszędzie są tacy sami i nie ma co liczyć, że tu, czy też tam będzie lepiej. Dopóki nie utworzy się państwo bez ludzi, inne rasy będą skazane na tułaczkę, prędzej czy później. A takie akty perswazji nie były wymagane. Jak ktoś chciał, to nie musiał.

Kolejny dzień minął ci nadwyraz dobrze. Twój zakład krawiecki przynosił w końcu zyski, więc mogłeś w końcu mogłeś wydać trochę pieniędzy na własne potrzeby. Co to będzie? Nie miałeś jeszcze okazji zwiedzić Rivii, znasz jedynie ze dwie knajpki, położone nieopodal twojego zakładu… Cóż, nigdy nie było czasu i pieniędzy. Ale czas najwyższy, by iść się rozerwać! Pozamykałeś kasę, uprzednio biorąc trochę orenów. Cóż, przyda się. Nigdy nie wiadomo, co spotkasz na ulicach Rivii. A nuż trafi się niebywała okazja…

Zamknąłeś sklep i przetarłeś twarz. Fakt, byłeś zmęczony całym dzisiejszym dniem, ale w końcu należał ci się wypoczynek. Musiałeś dzisiaj trochę się nadwyrężyć, bo przyszedł taki jeden Elf, niemiłosiernie wybrzydzał dobór płótna na szaty, a jak już wybrał rodzaj – to godzinę zastanawiał się nad kolorem. Aż świerzbiło cię, by trzasnąć takiego lalusia. Ale „klient nasz pan”, więc musiałeś z uśmiechem doradzać przez zaciśnięte zęby. Przynajmniej przy cenie się nie targował, ba – dał 30 orenów ponad normę. Czasem warto utrzymać nerwy na wodzy, nawet dla drobnej zaliczki. Cicho westchnąłeś, sprawdzając, czy dokładnie zamknąłeś drzwi od zakładu.
- W porządku – szepnąłeś do siebie, chowając klucz do wewnętrznej kieszeni marynarki. Odruchowo klepnąłeś się w kieszeń od spodni, sprawdzając, czy masz mieszek z pieniędzmi. Odpowiedział ci przyjemny odgłos brzęczących monet. Lekki uśmiech pojawił się na twojej twarzy, kiedy chowałeś ręce do kieszeni, po czym odkręciłeś się na pięcie. Gdzie by tu iść…?



Twój spacer po mieście potrwał ponad godzinę. Słońce zaczęło już się chować za horyzont, a widok, który można było zobaczyć nad przepływającą rzeką Jarugą, był wręcz nieziemski. Usiadłeś na trawie nad rzeką i wpatrywałeś się, jak na tafli Jarugi unosiły się pojedyncze listki… Zauważyłeś też, że nad rzekę przyszło kilka młodych dziewcząt, przypuszczalnie Elfek i Człowieczek. Miły widok, jak cztery, czy pięć młodziutkich, ślicznych kobiet biega nad taflą wody, bawi się nad nią, śmieje się… A ty wszystko obserwowałeś z uśmiechem na twarzy. Dopiero po jakimś kwadransie wszystkie w dobrych nastrojach odeszły w głąb miasta, a ty również musiałeś iść. Nie widziało ci się przesiedzieć całego wieczora nad Jarugą, którą widujesz praktycznie co dwa-trzy dni. Czas ruszyć dalej! Pozwiedzać Rivię, poznać ją dokładnie, przemierzyć nawet ciemne zakamarki tego miasta! Przecież masz jeszcze tyle pieniędzy! Podniosłeś się, otrzepałeś spodnie i rozejrzałeś dookoła. Szybko wypatrzyłeś jedną z ciemniejszych uliczek, w którą weszło kilka osób – byli zbyt dobrze ubrani, by mogli nazwać się zbirami, ty możesz to ocenić jako pierwszy. Kiwnąłeś głową, ziewnąłeś i ruszyłeś za nimi…

Po krótkim marszu znalazłeś się pod karczmą, która miała dość niecodzienną nazwę i szyld. „Pod chorym Utopcem” zachęcała do wejścia, demonstrując zielonkawą głowę bestii, która bardzo często napada na tartaki i porty. Plugastwo szybko się namnaża, przez co często nie masz lepszych tkanin, sprowadzanych z Brugge, Wyzimy, czy nawet z Pont Vanis. Śmiało możesz stwierdzić, że Utopce potrafią doprowadzić krawca do szewskiej pasji. Zbyt wiele się traci przez te plugastwa.
- Niech sczezną. – splunąłeś, pchając drzwi.
Od razu uderzył ci w nozdrza charakterystyczny, piwny zapach. Po pomieszczeniu rozległ się dźwięk skrzypiec i bębenków. Zawtórował im ciepły, kobiecy (na pewno elficki!) głos…

~ Opowiem wam historię, co się zdarzyła tu, kiedy już zapadał zmrok po pochmurnym dniu…~


Śpiew kobiety urzekł wszystkich. Nawet nieco już pijane Krasnoludy odstawiły kufle z piwem, by wsłuchać się w piękny śpiew. A ty…
… Stałeś w drzwiach jak ten kołek, wsłuchany w pieśń pięknej, złotowłosej bardki…

~ Zapadał wokół zmrok i padał deszcz… On środkiem miasta szedł. Z nim szedł deszcz…~


Byłeś całkowicie zdezorientowany, mimo to wszedłeś dalej. Przysiałeś tuż przy barze, obok barczystego, nieco zarośniętego mężczyzny, ubranego w wojskową, czarno-czerwoną, kurtkę. Wojak, jak szybko wydedukowałeś, nie pochodził stąd, widać to było po jego ubiorze, no i samym wyglądzie. Musiał pochodzić z północy…


spoconyzenek - Ghordon


Cintra już od kilku dekad znajdowała się pod zwierzchnictwem Cesarstwa Nilfgaardu i wszystkim wydawało się to za bardzo dobre rozwiązanie. Odkąd swą linię zakończyła dynastia cintryjska na tronie mieli zasiadać władcy Nilfgaardu, tworząc unię realną między dwoma królestwami. Wielu Cintryjczykom taki układ był „na rękę” – zniknęło zagrożenie wojną z południowym sąsiadem, a Emhyr var Emreis nawet dbał o interesy podrzędnego, dla niego, królestwa. Ot, dla cesarza Cintra była kolejną prowincją, z której bezkarnie mógł ściągać podatki i mobilizować jedną z lepszych armii na południu. Szkoda jednak, że ostatnio coś się przełamało. Coraz więcej pojawiało się głosów, jakoby „cesarz miał w rzyci los Cintry, gdyby mógł, to by spalił te chwalebne ziemie”. Głównym propagatorem tego niezadowolenia był twój ród, nie darzący cesarza jakąkolwiek sympatią. Dla was, którzy swój status uzyskali długo przed najazdem (chociaż Nilfgaard preferował nazwę „przejęcie królestwa w wyniku wygaśnięcia linii cintryjskiej”), Emhyr mógłby zginąć. Szkoda jednak, że prawowita władczyni waszego cudnego królestwa zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Nikt nie wiedział, gdzie może się podziewać Cirilla Fiona Elen Riannon – Lwiątko z Cintry.
Goście na dworze twojego ojca, szczególnie ci z Północy, powtarzali o jakiejś wojnie i tajnych planach koronowanych głów. Plan miał podobno uderzyć „w samo serce Nilfgaardu”. Przez kilka dni głowiłeś się nad tym, jak mógłby wyglądać atak – zmasowane uderzenie na stolicę cesarstwa nie miałoby najmniejszego sensu, gdyż Nilfgaard jest najlepiej strzeżonym miejscem pod słońcem. Ale skoro Północ jest pewna siebie, musi wiedzieć, co robi…

Z biegiem czasu sam przystałeś do spiskowców i przeniosłeś się do miasta, gdzie – teoretycznie – ma się coś dziać. Znałeś to miasto jedynie z opowieści najbliższych, ale Rivia nawet w baśniach wydawała się być bardziej interesująca. Teraz była sennym miastem, w którym niewiele się działo, przynajmniej do czasu rozpoczęcia się wojny. Miasteczko jest nieopodal granicy z Nilfgaardem, więc będzie ważnym punktem strategicznym…
Odkąd zamieszkałeś w Rivii minęło już kilka miesięcy, ale nie słyszałeś nic o jakichś akcjach spiskowych. Całe szczęście, że byłeś w stanie przeżyć – jako rycerz, wychowany do walki z potworami, po prostu wykonywałeś zlecenia. Kto by pomyślał, ile jakiego dziadostwa może żyć w rivijskich kanałach… Musiałeś jakoś przeżyć, a sumy, które dawali kupcy za kilkukrotne oczyszczenie portu, czy szlaków na północ, całkowicie rekompensowały ci przedłużający się pobyt tutaj. Oczekiwałeś i oczekiwałeś, jednak ciągle nikt się nie odzywał…

Dopiero trzy dni temu otrzymałeś informację o możliwym spotkaniu spiskowców. Niewysoki ludzki dzieciak przyniósł do ciebie liścik, a widząc kilka twoich mieczów, nie krył obaw. Gdy go odprawiłeś, usłyszałeś, że odetchnął z ulgą i popędził w stronę domu…
„Karczma pod chorym Utopcem. Wieczór. Za trzy dni.” – brzmiał napis na nieco wilgotnej kartce. Z niecierpliwością wyczekiwałeś czasu spotkania…

Aż w końcu nadszedł wieczór, kiedy musiałeś się udać do wspomnianej karczmy. Wolałeś być nieco wcześniej, by niczego nie przegapić. Tak więc, sam widziałeś, kto wchodził i kto wychodził z pomieszczenia, gdyż usiadłeś tuż przy barze, mając idealny wgląd na drzwi. Szukałeś osób, które mogłyby należeć do spisku przeciwko cesarzowi Emhyrowi. „Uderzenie w samo serce…” – powtarzałeś, patrząc jak do budynku wszedł Niziołek w zielonym garniturze. Widziałeś go kilkukrotnie w mieście i chyba raz, czy dwa, oczyszczałeś dla niego port… Nie pamiętałeś go dokładnie, po prostu – wykonałeś dla niego zlecenie i tyle. Na tym skończyła się wasza znajomość.
Spojrzałeś w stronę platformy, na której za moment miał rozpocząć się koncert młodej Elfki. Dziewczę było wspaniale uzdolnione w sprawach śpiewu, ale dopiero po raz pierwszy mogłeś je usłyszeć. Wszyscy twierdzili, że jej śpiew potrafi uwieść… Nie zdziwił cię więc widok kilku rozmarzonych mężczyzn, siedzących tuż pod sceną. W ich oczach pojawiły się błyski, kiedy tylko Bardka weszła na scenę i rozpoczęła swój śpiew…
Po pomieszczeniu rozległ się dźwięk skrzypiec i bębenków. Zawtórował im ciepły głos Elfki…

~ Opowiem wam historię, co się zdarzyła tu, kiedy już zapadał zmrok po pochmurnym dniu…~


Śpiew kobiety urzekł wszystkich. Nawet nieco już pijane Krasnoludy odstawiły kufle z piwem, by wsłuchać się w piękny śpiew. Ty zaś wpatrywałeś się w Elfkę, niczym w piękny obrazek. Wyłapywałeś wszystkie jej słowa…

~ Zapadał wokół zmrok i padał deszcz… On środkiem miasta szedł. Z nim szedł deszcz…~


Anioł, nie kobieta. Jej cudowny głos z pewnością potrafiłby wzbudzić w mężczyznach skrajne emocje, a kto wie, czy jej ballada nie potrafiłaby ostudzić zapędów imperialistycznych Emhyra? Przecież ta kobieta poruszyłaby skały swoim śpiewem!


Wszyscy:


Kiedy tylko koncert się zakończył, wszyscy wpatrywaliście się w bardkę przez dłuższy okres czasu. Elfka po kolei odwzajemniła wasze spojrzenie i lekko skinęła głową, byście poszli za nią, za kulisy. Czyżby chciała was poznać? A nuż może nie zakończy się na zwykłej rozmowie i wypiciu kieliszka wina? Tylko jak ubrać w słowa tą fascynację? Ech, powie się prosto z mostu…


Mimo tego, że wszyscy czterej spotkaliście się tuż przy drzwiach do pomieszczenia, w którym przebywała Elfka, nie zdziwiliście się zanadto. Ot, dziwna fanaberia, z resztą, wciąż byliście zauroczeni i mieliście w głowie śpiewający głos bardki. Można powiedzieć, że nie mieliście za złe tego, iż jest was czterech…
W końcu, jeden z was otworzył drzwi, po czym wszyscy weszliście do środka. Po chwili… Poczuliście się dość dziwnie.

- Zdjęłam urok, możesz mówić. – usłyszeliście głos, który bardzo przypominał głos Elfki. Chwilę potem pojawiło się światło i mogliście dokładnie się rozejrzeć. Pomieszczenie było spore, pod jedną ścianą stało biurko, na którym siedziała bardka. Kilka kroków dalej zauważyliście stół, przy którym siedział barczysty mężczyzna, niezbyt zadbany, ubrany w czarno-czerwoną kurtkę.
- Dobrze, dobrze… - mruknął, wstając z krzesła. – Pewnie nie wiecie, po co tu jesteście. Nazywam się Dazv, jestem kapitanem siatki wywiadowczej w Królestwach Północy. Przyszliście tutaj z woli i z mocy Leoreth, mojej zastępczyni. – bardka skinęła głową w waszą stronę, do tego łagodnie się uśmiechnęła. Jej długie, złote włosy opadły jej na czoło, a ona lekkim kiwnięciem próbowała je odgarnąć.
- Przejdę do rzeczy. Zostaliście wybrani, by stać się kimś w rodzaju skrytobójców, aby wypełnić tajny plan Królestw Północy. Planu na razie zdradzać nie mogę, gdyż nie wiem, czy chcecie do nas dołączyć. Rozsiądźcie się, ja wam wszystko wytłumaczę…

- Królestwa Północy szykują się do wojny z Cesarstwem Nilfgaardu, to jest dla wszystkich oczywiste. – zaczął wyjaśniać Dazv. – Wszystkie koronowane głowy i przywódczyni Aedirn uznali, że to musi być wojna, która złamie potęgę Emhyra var Emreisa. Dlatego powstał plan „Uderzenie w serce”, a do jego powstania i realizacji zostali wytypowani najlepsi szpiedzy i doradcy w sprawach wywiadu. Wy zaś byliście już jakiś czas obserwowani i zostaliście wybrani, bo każdy z was ma pobudki, by nam pomóc… Leo, jak to tam było?
– mężczyzna oparł się swoją ogromną, umięśnioną ręką o stół, a złotowłosa wzięła kilka kartek i zaczęła mówić:
- Tak, Glean’thas.. – skinęła w stronę zakapturzonego Elfa - … jest zagrożony, gdyż w przypadku, kiedy Nilfgaard wygra wojnę, rozpocznie politykę asymilacji na podbitych ziemiach i będzie pomagał łapać i zabijać niewygodnych im… Ezreal… - tym razem skinęła w stronę młodego człowieka – …jest przeznaczony do zabicia, gdyż jest z pochodzenia Nilfgaardczykiem, mimo że się do tego nie przyznaje. A jak wszyscy wiemy, Emhyr chce takich tępić, bo mogą spowodować wybuch rewolty. – Po chwili spojrzała się w stronę eleganckiego Niziołka – W przypadku wygranej Nilfgaardu handel Thorgina, jak i innych rzemieślników jest zagrożony, bo na lokalne wyroby zostanie nałożony wysoki podatek, nie jak na wyroby z domeny, a… - teraz złotowłosa spojrzała na nieogolonego człowieka - … Ghordon pochodzi z rodu, który ma próbować wykonać restaurację w Cintrze – to jest, chce on obalić Emhyra i odnaleźć kogoś z dynastii cintryjskiej. Zarodek rewolty. – zakończyła, odkładając kartki na biurko.
Byliście zdziwieni. Mówiło się, ze wywiad Północy jest słaby, wręcz do niczego, a już mają o was informacje! Ba, mają wobec was jakieś plany!
- Powiem wprost: jesteście potrzebni do odwalenia brudnej roboty, ale w zamian będziecie chronieni żelaznymi listami, a po wypełnieniu misji otrzymacie tytuły hrabiowskie na ziemiach, które Północ może zdobyć. Nie muszę mówić o złocie i sławie. Za samo wypełnienie misji sama Redania jest gotów dać wam po sto tysięcy orenów na głowę… Nie muszę mówić, jak duża to stawka.

Faktycznie, nie musiał. Sto tysięcy orenów starczyłoby na utworzenie sieci kopalni w samym Mahakamie, na wybudowanie pałacu, którego nie powstydziłby się sam Emhyr var Emreis! Ponadto, dochodzi udział przy podziale ziem, które Północ podbije. Plan Królestw musi być niezwykle przebiegły i precyzyjny, skoro już wszyscy planują podział ziem…


===
Info od prowadzącego:
Ha, w końcu sesja Wiedźmina ruszyła! Obecnie, nie wymagam ściśle określonej kolejności, bierzcie jednak pod uwagę swoje ruchy. Jeżeli pierwsza osoba napisze, że wstaje i zaczyna krążyć po pokoju, to osoba następna, siedząca obok niego, nie będzie go mogła klepnąć w plecy. Sama też musi wstać. Jeżeli nie będę wspominał, że jako pierwszy ma odpisać ktoś konkretny, kolejność jest dowolna.
Ilość czasu na odpis w sesji to tydzień. Jeżeli od czasu
mojego odpisu upłynie tydzień, a ktoś z was nie odpisze, to wasza postać zostaje NPCem i nie będę już od was wymagał odpisów - waszą postacią będę kierował ja, a wy wypadacie z rozgrywki. Jeżeli szykuje się u was dłuższa nieobecność, jest kilka opcji - albo desygnujecie wybraną przez siebie osobę, że ona będzie kierowała waszym bohaterem na czas waszej nieobecności, albo przez ten czas będzie on również bohaterem niezależnym - tym razem, po waszym powrocie możecie nim z powrotem kierować.
I na start... Starajcie się nie skomplikować mi i sobie życia ;)
Ostatnio zmieniony przez Nolfaverll 29 Sie 2011 11:36, w całości zmieniany 2 razy  
Rozwiń/Zwiń Sygnaturę



Wiek: 24
Posty: 632
53 Pok/ów



Rozwiń/Zwiń






28 Sie 2011 07:35
Podczas wywodu bardki staram się w miarę skrycie przyjrzeć całej zebranej tu kompanii. Mieszane towarzystwo, nie wyglądamy razem zbyt imponująco. Otuchy dodaje obecność czarownika - tych zawsze lepiej mieć po swojej stronie, a nie naprzeciw.
Milczę przez chwilę, trawiąc informację i całą sytuację, w jakiej się znalazłem. Generalnie, mam za obietnicę potężnych, potężnych pieniędzy, bogactw i władzy, sprzymierzyć się z najeźdźcami z Północy, o których niewiele wiem, nie wiem nawet czy mają jakiś konkretny plan. Zadatki na spisek rzeczywiście mamy - z tego co mówili, całkiem dobrze się do tego nadajemy, każdy ma też jakiś motyw. Jeśli tylko oni mają jakiś plan...
Powoli odsuwam krzesło, z obiema dłońmi na brzegu stołu wstaję z rozmysłem.
- Zaiste, o pani. - kłaniam się elfce lekko, po czymchrząkam cicho, czując się niezręcznie, gdyż przyszło mi mówić jako pierwszemu. - Wydaje się, iż istotnie spisek ten, który mamy tutaj zawiązać, ma szanse powodzenia. Jestem pod wrażeniem zdolności wywiadowczych krajów Północy, jakkolwiek niewątpliwie napawają mnie one niepewnością i lękiem. Szpiegowanie uczciwych obywateli nie jest czymś, co pochwalałby mój szlachetny ród. Tym razem jednak ufam, że cel uświęca środki, a działamy z pewnością w słusznej sprawie. - robię krótką przerwę na oddech, jednocześnie podejmując ostateczną decyzję. - Nagroda zaprawdę jest aż nadto wystarczająca, by pokryć niemałe ryzyko związane z tym... przymierzem. - ostrożny dobór słów, ostrożny. - Bo ryzyko jest bez owijania takie, że jeśli wpadniemy to wszyscy pójdziemy na szubienicę. Jeśli nam się poszczęści. Bo prędzej do lochów, pod opiekę królewskich katów, którzy sztukę utrzymywania człowieka przy życiu na wiele różnych sposobów opanowali do perfekcji. Nawet człowieka, którego można już wlać do wiaderka, jak zasłyszałem. Jednak... dla dobra sprawy... oraz nagrody, oczywiście, ale chyba nikt nie ma wątpliwości - mierzę resztę towarzystwa spokojnym, ale pełnym przekazu wzrokiem, w razie jakby ktoś chciał jakieś wątpliwości jednak wyrazić - że dla rycerza, takiego jak ja, najważniejsza jest walka o przekonania, nie dla bogactw czy władzy, jestem gotów poświęcić się i podjąć to ryzyko.
Na tym kończę moją zawiłą wypowiedź, ukazującą ogół sprawy dla tych, którzy mogli nie pojąć jej w całości... ten niziołek na przykład nie wygląda zbyt inteligentnie... Ponownie zajmuję swoje miejsce przy stole i czekam na decyzję reszty tej zbieraniny.
  
Rozwiń/Zwiń Sygnaturę



Wiek: 26
Posty: 544
20 Pok/ów

Ghaaagh

Rozwiń/Zwiń






29 Sie 2011 03:16
Ku*wać! Jak ja się w to wplątałem? Zachciało mi się zwiedzania miasta. A mogłem po prostu iść do tej spelunki zaraz koło zakładu. Brudne i wszawe miejsce, ale tam przynajmniej nie chcą rekrutować do wojska! Do diaska! nawet towarzystwo mam nieciekawe: jakiś dziwak, chędożony rycerzyk no i elf. Ten ostatni przynajmniej wygląda, jakby można było mu zaufać, ale capi, jakby dopiero co wyjęli go z rynsztoka. Ubrania całe brudne i podarte... Gdzie do diaska on się szlajał? Dopiero co z podróży wrócił?
Zastanawiam się również nad słowami elfki. "Brudna robota", "mokra robota", niech nazywają to jak chcą. Wszyscy wiemy o co tak na prawdę w tym chodzi. Morderstwa, zamachy, zabójstwa. Dokładnie o to chodzi. Jeśli to wojna, powinni nazywać rzeczy po imieniu. Ale plan "Uderzenie w serce"? Kogo niby mamy zabić? Samego cesarza? W dodatku czemu właśnie my... nieznani, zupełnie bez doświadczenia w takich sprawach... Czy to może właśnie dlatego? Nie będą rozpaczać po naszej stracie, jeśli przyznamy się dla kogo pracujemy, oni po prostu się nie przyznają i wyprą się nas. Koniec końców nas zabiją.
Jednak z drugiej strony, jeśli misja się powiedzie... Hrabia Frugo... Hohoho... Za to 100000 orenów też można by było sobie ładny kasztelik zbudować. A może zainwestować w jakąś manufakturę? Nie, dobra, rozmarzyłem się.
Wsłuchuje się w słowa mojego towarzysza, następnie sam zwracam się do elfki:
- Pani. Czy Pani na prawdę uważa, ze rzucanie uroku to aby najlepszy ze sposobów, by przyciągnąć ludzi do siebie? Jednak widzę, że tu o ważną sprawę się rozchodzi, więc gotów Pani to wybaczyć. Jednak przejdźmy do spraw najważniejszych: rozpowiada tu Pani o handlu. Jednak wiemy dziś, że waluta Nilfgaardzka mocniej stoi. Zali, czyż nie zyskownym byłoby dla mnie gdybym z nimi trzymał? Jednak nie robię tego. Wie Pani czemu? Ja Pani powiem! Ja pamiętam, co Nilfgaard robił z nieludźmi ostatniej wojny! Słał ich prosto na rzeź, tylko po to, by zyskać przewagę. Tu, na północy też nie traktowali nieludzi jak równych sobie, jednak pozwalali maszerować w bój, jak równy z równym, a nie jak tchórzliwe, Nilfgaardzkie... - staram się zapanować nad złością. - Ekhm. Traktowali elfy jak zwykłe narzędzie. I to dlatego jestem z wami! A niech was! Może zemrę młodo, ale nikt nie powie, że Thorgin Frugo był mięczakiem, który tylko ucieka!
  
Rozwiń/Zwiń Sygnaturę



Wiek: 20
Posty: 583
32 Pok/ów



Rozwiń/Zwiń






30 Sie 2011 01:29
Od razu wybacz, że wcześniej nie byłem w stanie odpisać. Urlop bez internetu, ot co.

Po wejściu do "chorego utopca", łapię się za głowę. Zapach chmielowego napoju przypomina o nieciekawym bólu głowy, co kacem się zowie.
Jednak po usłyszeniu głosu pięknej elfki do głowy jakby wpływa rzeka melodii i urokliwego głosu, który powoduje, że jeszcze przez kilka chwil stoję jak wryty w drzwiach. Następnie zasiadam na najbliższym z krzeseł wsłuchując się muzykę i zamykając oczy.
Po występie artystki i ujrzeniu jej gestu głową, cały czas urzeczony jej śpiewem idę za nią. Nie pokazuję jednak po sobie, że niemal się w niej zakochałem. Niemal...

***


Po spotkaniu w drzwiach, spod założonego kaptura po elfiej piosnce, mierzę wzrokiem trzech przybyszów. Jeden z nich niziutki, z czarnymi kręconymi włosami i owłosionymi bosymi stopami - z pewnością niziołek. Natomiast tych dwóch... tacy zwykli, to chyba ludzie.
Elfy nigdy nie przepadały za ludźmi, ci drudzy tych pierwszych też sympatią nie darzyli.
Mam przeczucie, że nie przypadkiem się tu znaleźliśmy... Oby ci ludzie nie byli tacy, jak ich pobratymcy...

Po wysłuchaniu wypowiedzi elfki, suma 100.000 orenów powoduje zamroczenie. Sto tysięcy orenów?! Przyjmuję od razu. Ryzyko mam w... tam gdzieś, w tym ciemnym miejscu. Natomiast oreny... ho ho ho!
Po thorginowskim monologu wyczuwam, że chyba on będzie mi z całej trójki najbliższy. W końcu obaj jesteśmy nieludźmi.
Czekając chwilę na ostatniego z przybyszów, który nie odpowiada, sam biorę się za wypowiedź.
Najpierw zdejmuję kaptur, a następnie biorę się do rozmowy.
- Droga pani! - staram się mówić bardziej do elfki niż do Dazva. I szanowny panie. Jestem pewien, że Was nie zawiodę, albowiem nagroda stosowna jest do wyczynu, a także kusząca do wykonania jego. Do szpiegowania stworzonym i nie zawiodę Was. - kończę krótki monolog pochodzący z moich ust. Następnie zakładam kaptur z powrotem i usuwam się w cień. Czekam na słowa złotowłosej elfki o iście melodyjnym głosie.
  
Rozwiń/Zwiń Sygnaturę



Wiek: 27
Posty: 222
18 Pok/ów



Rozwiń/Zwiń






01 Wrz 2011 06:51
Gomen, Nolfa. Nie wchodziłem w ogóle na reva i zapomniałem o tym forum jakoś x_X
====

Niesamowite. Tajni agenci państw Północy nie tylko się osobiście zainteresowali moją osobą, ale jeszcze mają wobec mnie plany. Cóż, moja skromna osoba dawno nie czuła na sobie aż takiego zainteresowania, a przynajmniej od czasów, gdy Emhyr prześladował moją rodzinę... Mimo wszystko nie jestem pozytywnie nastawiony. Obiecywanie wysokich nagród może być mieczem obosiecznym - mamy Wam dużo do zaoferowania, bo wiemy, że najpewniej i tak zginiecie w trakcie. A ja byłem podwójnie narażony, bo i tak byłem na cesarskiej czarnej liście. Nie mogę jednak pozwolić sobie na zrezygnowanie jakże uprzejmej oferty Redanii, gdyż takie zachowanie przysporzyłoby mi zapewne wrogów po obu stronach barykady, a to byłaby sytuacja patowa. Cholera! Zaszedłem do tej karczmy tylko po to, by odnaleźć tę baśniową kobietę, a skończyłem złapany przez lafiryndę z wywiadu... A na dodatek muszę zachowywać pozory.
-I ja wdzięczny jestem Wam za tę hojną propozycję - wypowiadam się, gdy już wszyscy inni się ustosunkują. Niech chociaż potrwają trochę w niepewności, wszakże z nich wszystkich to ja mam największe prawo im odmówić. Nie jestem jednak na tyle głupi, by to zrobić, jednak nie zrobię też tego w sposób, który da im znać, że mogą mnie traktować jak nową lalkę. - Jako iż w mej obecnej sytuacji nie mam i tak wiele do stracenia będąc pod nagonką Nilgaardu, nie widzę przeszkód, by być Waszą pomocą. Jedyne o co proszę, to... Dyskrecja. Nie chciałbym, by Emhyr nazbyt szybko dowiedział się, iż znalazłem się na drugiej stronie barykady. Mógłby chcieć się mścić, wszakże nie należy on do najszlachetniejszych ludzi - mówię tak, jakbym znał cesarza osobiście.
Wygląda na to, że wpakowałem się po szyję i długo nie będę mógł wyjść. Cóż, będę musiał zachowywać pozory. Gdy tylko będzie okazja zakończę ten durny pomysł. I tak liczy się tylko odnalezienie tej dziewczyny...
  
Rozwiń/Zwiń Sygnaturę



Wiek: 26
Posty: 9886
94 Pok/ów



Rozwiń/Zwiń






04 Wrz 2011 04:15
- Bardzo się cieszę, że przyjęliście naszą ofertę. - powiedział nader spokojnie Dazv, krzyżując ręce na piersiach. Nieco opuścił głowę, jakby słuchając czegoś. Czyżby miał aż tak wyczulony słuch, że jest w stanie wsłuchać się w szepty, dobiegające zza ścian? Dziwne, bo żaden z was nic nie słyszy.

- Żeby móc szybciej zgładzić ofiarę, najprościej jest się o niej wiele dowiedzieć. - wyjaśniła Lea, biorąc do rąk spory plik kartek ze swojej torby. - Mamy tutaj wszystkie informacje o Emhyrze, te, które zna każdy obywatel i te, których znać nie powinien wróg. Trzeba przyznać, ostatnimi laty nasz wywiad bardzo się poprawił. - w głosie Lei zdało się wyczuć dźwięk dumy. No tak, w końcu ona też najpewniej jest szpiegiem. Do tego... No, bardzo ładnym.

- Emhyr var Emreis, lat około 55, cesarz Nilfgaardu od około 30. - rozpoczęła czytać bardka. - W przypadku jego śmierci tron obejmuje jego najstarszy syn, ale jednak on nie dorównuje talentami swojemu ojcu. Jest gorszym strategiem, nawet swój test w szkole wojskowej zdał, bo "ma protekcję ojca". - sylwetka młodego car Emreisa nie była wam znana, ale w zasadzie - to nie o niego chodzi. Owszem, słyszeliście, że nie bardzo wdawał się w ojca, ba - jedną z kampanii na południe kraju zwyczajnie spieprzył. Mając dwukrotną przewagę i niezłą kadrę dowódców przegrał z wojskami partyzanckimi, ale niewielkie powstanie udało się spacyfikować. Siłami tatusia.[/i] - ostatnie zdanie, wypowiedziane przez Leę słusznie odebraliście jako drwinę. Wprowadzenie słabego władcy na tron tak potężnego państwa zapewne wywoła efekt glinianego kolosa! Rozpadnie się całe Cesarstwo, a punktem zapalnym może być wygrana Państw Północy w nadciągającej wojnie!

- Emhyra można teraz znaleźć w stolicy państwa, gdzie urzęduje w swoim pałacu. W przypadku powodzenia w pierwszych bitwach, po których powinna uwidocznić się linia frontu, zapewne przeniesie się bliżej granicy. Najczęściej wspomina się o Cintrze, przynajmniej tak donosi nasza zwerbowana osoba. - wtrącił się Dazv, siadając na krześle pod ścianą. Założył nogę na nogę i wciąż krzyżował ręce na piersiach. Zdawałoby się, że temu facetowi nieziemsko zależy na tym, by cała misja wypaliła. Patriota z całego serca, tak się chyba o takich mówi.
- Jest bardzo ważna wiadomość dla was. - w tym momencie Lea wyciągnęła cztery kartki, po czym rozdała każdemu z was. Zdawał się to być jakiś plan wyprodukowania jakiegoś... No, dziwnego czegoś.

- Nasz informator z dworu Nilfgaardu doniósł nam, że niebawem przyboczna straż Emhyra zostanie wyposażone w takie cuda:



- O wiele skuteczniejsze o łuków i kusz, a co ciekawe - amunicją do tego są małe, najczęściej ołowiane, kulki. Siłę przebicia mają ogromną, porządnie opancerzonego rycerza wyłożą na jeden strzał. - zaczęła wyjaśniać Lea, ale w tym momencie powstał z miejsca Dazv.
- Mówi się, że to projekt, należący do krasnoludów, w sumie dlatego się nie dziwię. Krasnoludy od zawsze były cholernie pomysłową rasą, a kolejne projekty, które oglądają światło dzienne. Ale to to jest... - Dazv zamilknął, szukając odpowiedniego słowa. Nie znalazł go jednak, bo wypowiedział się w nieco innym kontekście:
- Jeżeli var Emreis wprowadzi to do obiegu w swojej armii, jesteśmy na straconej pozycji. To najstraszniejsza i najgroźniejsza broń, jaka ujrzała światło dzienne. - szpieg nieco ściszył głos, jakby obawiał się, że rzeczywiście ktoś może podsłuchiwać. Ale zdobycie takich informacji...
Gdyby Nilfgaard dowiedział się o tym, z pewnością ściągnąłby wojska z całego imperium i zalałby armią całą północ. A skoro jeszcze tego nie zrobił, znaczy że o tym nie wie...

- No dobra, ale mniejsza o zagrożeniach! - zmieniła temat Lea. - Skoro macie zabić cesarza Nilfgaardu, musicie się nieco wczuć w role skrytobójcy. Pilnujcie się... - dziewczyna puściła wam oczko, po czym wykonała kilka dziwnych gestów (przypuszczalnie znanych tylko Ezrealowi). Otoczenie wokół was się rozwiało, a wy teraz staliście w jakiejś ciemnej sali...

Każdy z was czuł, że przy swoim pasie ma sztylet. Nie widzicie się, mimo to czujecie swoją obecność. Kilka metrów przed wami jest jakaś postać, jest odkręcona do was plecami... Panuje tutaj półmrok, ale wy widzicie dość jasno. Jakby była tu rozpalona minimum jedna pochodnia.

- Każdy z was został przeniesiony na coś w stylu pola treningowego. Wasze zadanie jest proste - jesteście skrytobójcami, więc zlikwidujcie osobę, która stoi przed wami. Pytania będą później! - usłyszeliście głos Lei, rozlegający się po całych pomieszczeniach (można powiedzieć, że każdy z was jest w oddzielnym pomieszczeniu - w pojedynczym jest tylko skrytobójca i jego ofiara). Zdawałoby się, że ten strażnik, bądź kimkolwiek jest ta osoba przed wami, nie słyszy bardki...

- No ruszać się, Północ nie będzie czekać! - tym razem głos nie należał do Lei, tylko do Dazva. Tym razem ten głos był niezwykle donośny i jasny. Każdy z was pojął, że to nie prośba, tylko rozkaz.
  
Rozwiń/Zwiń Sygnaturę



Wiek: 26
Posty: 9886
94 Pok/ów



Rozwiń/Zwiń






11 Wrz 2011 07:41
Dobra. Miał być tydzień na odpis, to trzeba być w związku z tym konsekwentnym:

Dziękuję, dobranoc.
  
Rozwiń/Zwiń Sygnaturę



Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Mobilna wersja forum


Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 15