›  Universum
›  Strona główna
›  Forum
›  XIPOG PBF
›  ALBUM
›  Szybko! Blog


Autor Nastoletni Troy sięga po w?‚adzę, czyli..


Wiek: 49
Posty:


Rozwiń/Zwiń






24 Mar 2012 12:37
miało mnie nie być, odpis gratisowy :D
____

Zastrzyków przyjemnych bądź nie, mały zakątek Twojej świadomości podpowiada Ci, że rozsądnym posunięciem byłoby wyjęcie igiełki z łokcia. Chyba nie chcesz zignorować czegoś, czego naturalnym miejscem występowania nie jest ciało ofiary. Bądź też napastnika. Ale teraz masz przecież na głowie kwestie większej wagi niż jakaś tam trucizna, czyż nie? Zatrucie, niedowład ramienia a nawet jego amputację, czy też śmierć, również można zaliczyć do ciekawych doświadczeń.
Twój żołądek ponownie głośno wyraził swój entuzjazm, gdy sięgnąłeś po średniej wielkości, ale przyjemnie dojrzałego dla oka pomidorka. Choć nie pachniał szczególnie, jak te letnie, wprost proszące się o zjedzenie właśnie przez obserwującego go łakomym wzrokiem, ładnie się prezentował. Kątem oka rzuciłeś na nadal ciężkie, zachmurzone niebo, nie obiecujące poprawy pogody w najbliższych godzinach. Pachnący, nie pachnący, i tak byś go zjadł.. Skupiłeś wzrok na Nidorance, która stawiając uszy z zainteresowaniem, ale nadal nie zbliżając się do Ciebie, kilka razy otworzyła i przymknęła niebieski pyszczek, wahając się. Łakomczuch. Mógłbyś założyć się o obi.. Nie, nie o obiad, ale o dla przykładu paczkę papierosów, że słowa wydobywające się z Twej krtani z pewnością do niej trafiają. W tej chwili miałeś nad nią przewagę. Z niebywałą troską, ku rozpaczy żołądka, schowałeś do torby warzywo. Nie zjesz go teraz, gdy stało się obiektem westchnień stworka. Czując przypływ satysfakcji pogratulowałeś sobie pomysłowości i odwróciłeś się na pięcie. Lekkim krokiem zacząłeś oddalać się w stronę wskazaną przez strzałkę umieszczoną na tablicy. Nie zwracając już na nią żadnej uwagi.
Sześćset metrów nie jest odległością zbyt dużą, to też nawet starając się nie iść zbyt szybko znalazłeś się w parę minut w jednej z głównych uliczek miasteczka. Nie zawiodłeś się, cichy odgłos stąpania czterech niewielkich stóp po chodniku nieprzerwanie komponowało się z Twymi własnymi. Nie było mowy, ażeby Pokemon trzymał Ci się przy nodze: co jakiś czas tupot cichł, gdy jego właścicielka oddalała się na moment, by przyjrzeć się czemuś ciekawemu albo po prostu szukała po drodze czegoś do schrupania. Jednakże, po krótszych lub dłuższych odstępach czasu odzywał się ponownie, czasem tylko w nieco przyspieszonym rytmie. Najwyraźniej nie chce stracić Cię z oczu.
Stanąłeś, mając przed sobą duży, otynkowany na biało budynek. Okna w białych, plastikowych ramach były poprzysłaniane szarymi żaluzjami. Pomyślałeś że to nieco bzdurne przy tej pogodzie. Tabliczka, przytwierdzona tuż obok równie białych drzwi, rozwiała resztkę wątpliwości. Jesteś przed laboratorium, czyli.. Camilla powinna mieszkać gdzieś tutaj. Obrzuciłeś wzrokiem parę domków i kamienicę będących naprzeciwko. Trzy jednorodzinne, z zadbanymi ogródkami, pomalowane na pogodne kolory i zapewne będące domem jakieś szczęśliwej do znudzenia i poprawnej do bólu rodzinki. Uśmiechnąłeś się pod nosem, wyszukując wśród pięter kamienicy dwa zasłonięte ciemnym materiałem okna. Zdając się na intuicję, najlepiej byłoby udać się właśnie tam.
  


Wiek: 28
Posty: 62
5 Pok/ów



Rozwiń/Zwiń






26 Mar 2012 12:12
Cóż... Mała ladacznica kieruje się żołądkiem, co w sumie nie było bardzo trudne do przewidzenia, trzeba tylko pomyśleć, jak ją do siebie przekonać, gdy już nażre się jak snorlax. Ale o tym później... bo przecież bez pokemona idzie przetrwać jakoś, natomiast bez spotkania z Camillą to życie będzie faktycznie "jakieś", a na pewno zupełnie inne od życia moich marzeń. Jak znam tę dziewczynę, zaufać jej w stu procentach nie mogę, nie wątpię jednak, że nawet jak zechce się doprowadzić do sukcesu moim kosztem, całkiem na dudka mnie nie wystrychnie, za bardzo zależy jej na współpracy z kimś, kto może jej dać dużo - dzięki sowim umiejętnościom. A i ja taki głupi nie jestem, by dać się owinąć wokół palca... Poza tym mam nad nią jedną przewagę: to ja jestem mężczyzną. Co znaczy mniej więcej tyle, ze w świecie przestępczym, w którym większość stanowi brzydsza płeć, to ja dostaję fory. Żaden facet nie chce przecież, by rządziła nim baba... Niemniej nie czas na takie rozmyślania, gdy jeszcze nie wiem, co i jak. Lada moment powinienem stać się znacznie bogatszy w wiedzę. I oby spotkanie przyniosło jakieś pozytywne informacje...

Przed wejściem do środka wypadałoby zająć się nidoranką. Trudno powiedzieć, czy ufa mi na tyle, by wejść ze mną do środka cudzego domu, czy też znów zacznie strzelać fochy. Niemniej na wszystko jest rada... Biorąc pod uwagę fakt, że gruszka i pomidor to troszkę mało, nawet jak na dość niewielkiego pokemona, taktyka z żarciem przez jakiś czas działać jeszcze powinna. Potem wymyślę coś innego, teraz kombinowanie jest bez sensu.

- Łap! - krzyczę do pokemona, wyciągając z torby pokazywanego wcześniej pomidora i rzucając go w kierunku swojej podopiecznej. Niech sobie je, mam cichą nadzieję, że Camilla ugości mnie jakimś obiadem... - Skoro już zaczęłaś przynajmniej trochę się mnie słuchać, fajnie byłoby tak robić dalej - kontynuuję, uśmiechając się. - Masz tu siedzieć na miejscu i nie ruszać się ani na krok, a przynajmniej masz być na tyle blisko, żebym cię mógł zauważyć. Jak będziesz grzeczna, to potem dostaniesz więcej żarcia, a nawet jakiś ciepły nocleg się załatwi, bo chyba spanie w lesie średnio fajne jest, co? - Cały czas obserwuję pokemonkę, starając się pokazać jej, ze choć na razie to ja jej daję więcej, niż ona mnie, to ja w tym związku pełnię rolę szefa. Inna sprawa, że z tym noclegiem to trochę naciągane, choć nie myślę, by nawet taka okrutnica jak Camilla odmówiła mi posłania. Tak jak i kąpieli, czystych ciuchów, wszystkiego w ogóle... Gdzie te dawne czasy, gdy udając się gdziekolwiek, mogłem być pewien, że nie tylko nic mi nie zabraknie, a wręcz wszystkie moje potrzeby zostaną spełnione z nawiązką...?

Mniejsza o to, nie można żyć przeszłością, bo to wychodzi człowiekowi na złe, zwłaszcza gdy ta przeszłość była nieporównywalnie lepsza od teraźniejszości. Czas podejść do drzwi i zapukać. Do każdych drzwi po kolei, zaczynając od domu z zaciemnionymi oknami. W którymś musi na mnie oczekiwać Camilla. A wraz z nią - moja przyszłość. Lepsza? Oby.
  



Wiek: 49
Posty:


Rozwiń/Zwiń






01 Maj 2012 05:40
przepraszam za tempo odpisów.
______

Rzucony przez Ciebie pomidor zawirował leniwie wokół własnej osi, lecąc z nikłym impetem w stronę Nidoranki. Zastrzygła uszami, czekając na coraz bardziej zbliżające się do niej warzywo, a gdy już znalazło się odpowiednio blisko, odsunęła się taktownie na odległość kroku. Mrugnąłeś. Zamykając oko widziałeś dolatujący jeszcze pocisk. Otwierając zarejestrowałeś nieco mokrą, blado czerwoną plamę. Część wnętrza pomidora rozlazła się po chodniku. Niebieski stworek zmarszczył nos, wpatrując się w niedoszłe drugie śniadanie z lekką niechęcią. Kto powiedział, że jest wszystkożerna? Z niemałą uciechą zaczęła ślizgać się i, co za tym idzie, bardziej rozjeżdżać po chodnikowej płycie smętne coś, co jeszcze niedawno było całkiem zjadliwym warzywkiem. W każdym razie z Twojego punktu widzenia takie było.

"Życie marzeń" zaczynało się więc dość.. Marnie. Jednakże, przecież nie zamierzasz się zrażać. Przywołałeś na twarz wyraz pewności siebie i pewnej obojętności wobec poczynań krnąbrnego stworka. Masz tu siedzieć na miejscu i nie ruszać się ani na krok, a przynajmniej masz być na tyle blisko, żebym cię mógł zauważyć. Jak będziesz grzeczna, to potem dostaniesz więcej żarcia, a nawet jakiś ciepły nocleg się załatwi, bo chyba spanie w lesie średnio fajne jest, co? - usłyszałeś swój nieco znudzony głos, przeciągający sylaby w ostatnich dwóch wyrazach zdania. Nidoranka, usiłując wytrzeć zabrudzoną pomidorem opuszkę stopy o krawędź chodnika, nie przerwała czynności. Byłeś jednak prawie pewien, że kwestie dotyczące poprawy poziomu wyżywienia jak i możliwości wyspania się na czymś miękkim i ciepłym trafiały do niej znakomicie. Pokiwała głową. Możesz iść.

Rozluźniłeś się. Jeśli spotkanie z Camillą okaże się stratą czasu, nie zostaniesz na lodzie. Mimo kilku wad, jakimi najwyraźniej dysponuje należący do Ciebie Pokemon, wydaje się być lojalnym kompanem. Nie jest to rzecz jasna uwarunkowane jakimikolwiek ciepłymi uczuciami do Twojej osoby; to raczej sprawa honoru. I choć nie znałeś jej dobrze, czułeś, że w tym wypadku możesz jej jako tako zaufać. Nie wystawi Cię, skoro przyjęła Twoje warunki. Tym lepiej. Rozmyślając, wszedłeś do kamienicy, rzucając ostatnie spojrzenie na leżącą nieopodal Nidorankę, zajętą własnymi sprawami, i niedbale zamykając za sobą drewniane, ciężkie drzwi. Spodziewałeś się, że będzie to klatka schodowa podobna to tej, w której dziś spałeś, brudna i zatęchła. Czekało Cię jednak dość miłe zaskoczenie. Może nie pachniało fiołkami, ale nie unosił się tu alkoholowo-żulowski fetor. Klatka była jasno oświetlona przez dwa niewielkie, zadbane okna. Schody, zamiecione i umyte, wiodły na dalsze piętra. Mijałeś kolejne drzwi, opatrzone estetycznymi tabliczkami i numerkami. Żadnych porozrzucanych butów, na parapetach schludne doniczki z kwiatami. Patrząc na to, poczułeś się jeszcze bardziej brudny, obszarpany i biedny, niż jesteś w rzeczywistości.

Zgodnie z wcześniejszym zamysłem, wdrapałeś się na najwyższe z pięter. W niedługim czasie stanąłeś przed obdrapanymi drzwiami z ciemnego drewna, które wiodą (przynajmniej tak Ci się zdaje) do mieszkania z zacienionymi oknami. Nie było tu żadnego śladu po właścicielu. W dodatku.. Brakowało klamki. Zapukałeś. Cisza.

Wzruszyłeś ramionami. Twoja przyszłość raczej tam nie czeka, a nawet jeśli, to nie spełnia Twoich oczekiwań~ Skierowałeś się więc naprzeciwko, depcząc stopami ładną, wiklinową wycieraczkę. Znów brak tabliczki. Jak widać, najwyższe piętro odcina się od tendencji niższych, wręcz szablonowo do siebie podobnych.. Nie zdążyłeś porządnie zastukać knykciami o drzwi, a stanąłeś twarzą twarz z wyższym od Ciebie, stylowo nieogolonym mężczyzną, patrzącym na Ciebie wrogo jasnobłękitnymi, chłodnymi oczyma. Czego? - mruknął od niechcenia. W tle usłyszałeś głos Camilli, wołającej coś do mężczyzny.
  


Wiek: 28
Posty: 62
5 Pok/ów



Rozwiń/Zwiń






19 Maj 2012 08:57
Moje odpisy też pojawiają się powoli, jak widać, ale gra jakoś się toczy, po sesji pewnie będzie już znacznie lepiej :).

- Troy Balley, jeśli mówi ci coś to nazwisko - zaczynam, trzymając ręce skrzyżowane z przodu. Przyjmuję przy tym wyprostowaną, pewną siebie postawę, nie okazując nawet w najmniejszym stopniu wypełniającego mnie zdenerwowania. Co jak co, nie mogę stchórzyć ani pokazać, iż tak naprawdę jest tutaj moja ostatnia nadzieja. - Camilla kazała mi przyjść tutaj, więc przybyłem. Mam nadzieję, że nie na darmo. - Stojąc w drzwiach, bardzo uważnie przyglądam się mężczyźnie, starając się wyczytać oczu charakter i zamiary. Nie powiem, pierwsze wrażenie nie należało do najlepszych, ale miał pełne prawo nie wiedzieć, skąd nagle wziął się chętny do zapukania w obskurne drzwi, gdzie w najlepszym przypadku spodziewać się można było pana Zdzisia z jego kumplami do flaszki. Inna sprawa, iż Camilla stanowczo powinna go jakoś uprzedzić o mojej wizycie. Chociaż... może nie była pewna, że przybędę? A może ten facet wie, tyle że gburowatość ma wpisaną w swój charakter, traktując równo wszystkich obcych, a nawet - kto wie? - przyjaciół? Mniejsza, to teraz nie najważniejsze. Choć kiedyś będzie ważne, bo skoro znajduje się w jednym mieszkaniu z Camillą, to zapewne ma coś wspólnego z reaktywacją Zakonu. A dobrze jest znać swoich współpracowników od podszewki. Znać ich lepiej, niż oni znają samych siebie...

Wchodząc do środka - o ile zostanę tam wpuszczony, wydaje mi się jednak, że Camilla wiedziała, co robi, zapraszając mnie tutaj - od razu staram się złapać kontakt z moją, oby, wybawczynią. Jakkolwiek nie jest ona osobą w stu procentach godną zaufani, zaufać wolę jej, niż zupełnie obcym ludziom, poza tym jednego dziewczynie odmówić nie można - gdy opisuje sprawę, natychmiast rozumiesz, co ma na myśli. Choć wizja reaktywacji Zakonu wciąż wydaje mi się odległą i średnio realną, posłuchać nie zaszkodzi. A nuż się uda? A jeśli nie - lepsze to niż latanie po bazarach, kradnąc pomidory...
  



Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Mobilna wersja forum


Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 14