›  Universum
›  Strona główna
›  Forum
›  XIPOG PBF
›  ALBUM
›  Szybko! Blog


Autor Kanto: Legendary Clashes


Wiek: 49
Posty:


Rozwiń/Zwiń






Kanto: Legendary Clashes 01 Maj 2012 09:22
Prolog


Wielcy mistrzowe Pokemon - Lance, Steven, Wallace, Cynthia, czy Alder na pewno zawsze szukali najlepszych przeciwników jakich mogli tylko mieć. Jednak przekleństwem mistrza zawsze jest brak godnych siebie rywali...


***


Tego dnia Lance przemierzał bezkresne równiny regionu Kanto w poszukiwaniu ambitnego trenera, który chciałby rzucić mu wyzwanie... Niestety po pewnym czasie od początku swego zwiadu nie znalazł rywala, który śmiałby stanąć z nim do walki. Lance zasmucił sie i zwołał zebranie Ligii Indygo - Elitarnej Czwórki i Liderów. Po obradach zdecydowali się oni na ogłoszenie nowych rozgrywek Ligii Kanto. Wielu ambitnych trenerów już zacierało ręce na myśl o epickich walkach jakie przyjdzie im tam stoczyć. Największym zwycięzcą rozgrywek i tak miał być Lance...


***


Niedługo potem na plaży nieopodal Fuchsia City Lance znalazł przeciwnika chętnego do boju. Był to Eddy, trener pochodzący z Fuchsia City.
-Nie masz szans w starciu ze mną - rzucił bezmyślnie Eddy
-Przekonajmy się - powiedział spokojnie Lance. Sędzia rzekł:
-Odbędzie się walka 3x3 między Lancem, a Eddy'm, zaczynajcie !
-Tauros, wybieram cię - rzekł energicznie Eddy
-Dragonite, na przód - ze spokojem powiedział Lance
-Tauros, Horn Atack
-Zatrzymaj go Dragonite - smok spokojnie chwycił byka za rogi. Tauros przebierał racicami tak, że na polu bitwy kłębiły się tumany kurzu.
-Dragonite, teraz go odrzuć - smoczy Pokemon wykonał polecenie, odrzucając Taurosa od siebie z taką lekkością, jak gdyby jego trener rzucał Poke Ballem - teraz użyj Dragon Claw, Dragonite. - smok bez wahania zaatakował Taurosa, nie czując przed nim żadnego respektu, czym spowodował jego omdlenie. Eddy był wyraźnie zdziwiony tym w jak łatwy sposób jego Tauros przegrał.
-Kangaskhan, na przód - powiedział wściekły
-Dragonite, Hyper Beam
-Kangaskhan, odpowiedz mu tym samym - rzekł zdeterminowany Eddy, dwa hiperpromienie zderzyły się, ale widoczne było, że to Pokemon Lance'a był silniejszy. Hiperpromień Dragonite'a przebił się i trafił w głowę Kangaskhana - Dragonite, zakończ Dragon Clawem - smoczy Pokemon trafił precyzyjnie i zakończył Kangaskhana w bitwie.
-Wracam Kangaskhan, ech... nie podam się, bo teraz czas na moją gwiazdę, ALAKAZAM, zaczynajmy !!! Użyj Psychic - był to pierwszy celny atak wymierzony w Dragonite'a, ten jednak nie odczuł go zbyt mocno
-Dragonite, zakończ Outrage - krzyknął Lance i machnął energicznie ręką. Alakazam wylądował na ścianie.
-Lance wygrywa - obwieścił sędzia
-Alakazam, wracaj - mruknął zrozpaczony Eddy, który jeszcze pogratulował rywalowi zwycięstwa
- Eddy, nie załamuj się. Na Pokemony smoki nie ma mocnych, każdy skończyłby tak jak ty. Musisz więcej trenować, by stawać się silniejszym i móc stawać w szranki z mistrzami. - gdy skończył mówić pożegnał się, wskoczył na swojego majestatycznego Dragonite'a i odleciał na zachód...
  



Wiek: 49
Posty:


Rozwiń/Zwiń






02 Maj 2012 07:39
Rozdział I - Trudne początki

Palet Town - senne miasteczko, które zamieszkuje światowy autorytet w dziedzinie Pokemonów - profesor Samuel Oak. Zamieszkują je również młodzi kandydaci na trenerów - Adrian i Gary. Obaj chłopcy od zawsze od kiedy pamiętam są największymi rywalami. Obaj starają się zdominować na każdej płaszczyźnie. Żaden z nich nie znosi porażki. Adrian marzy o rozpoczęciu podróży po swoim rodzinnym regionie - Kanto, Gary ma ten sam cel.


Wracając do naszych głównych postaci - Gary to osoba opanowana, która stosuje ironiczne i cyniczne zwroty. Ma dużą wiedzę na temat Pokemonów i ich ruchów. Oglądał w TV i na żywo wiele walk o mistrzostwo regionu Kanto i Johto. Lubi Adriana, ale chce go pokonać, by pokazać, że jest najlepszym trenerem ze swojej wioski .
Adrian - właściwie to jest dość podobny pod względem usposobienia do Gary'ego, ale na pewno nigdy by tego nie przyznał. Stosuje ironie, podobnie jak Gary. Jest zainteresowany tytułami mistrzowskimi wszystkich regionów. Bardzo chce pokonać swojego rywala. Adrian to postać medialna, lubi być przed kamerami choć czasem mu przy nich odwala.


***


Zbliżał się dzień, w którym chłopcy dostąpią zaszczytu reprezentowania swego miasteczka w Lidze Indygo. Profesor Oak ma w tym dniu wręczyć im ich Pokemony- Startery. Do wyboru będą mieć Bulbasaura, Squirtle'a i Charmandra. Profesor, jako były trener pewnie chętnie udzieli naszym bohaterom kilku istotnych rad.

Ten dzień nadszedł prędzej niż wszyscy się spodziewali. Był rześki poranek, a trawa była jeszcze zaroszona. Adrian jednym gwałtownym ruchem podniósł się z łóżka, wiedział bowiem, że to najważniejszy dzień w jego dotychczasowym życiu i wielka szansa, więc mimo zimnej pogody wybiegł na dwór niesiony swymi gorącymi marzeniami. Biegł do laboratorium profesora Oaka. Biegł bardzo szybko, tym bardziej zdziwił się gdy wyprzedził go, na co dzień wolniejszy od niego Gary. Chęć posiadania Pokemona pomogła mu wznieść się na wyżyny możliwości swojego organizmu. Chłopcy po chwili zrównali się i biegli łeb w łeb. Tak się rozpędzili, że aż uderzyli w drzwi siedziby profesora i wyważyli je.
-Coście zrobili ?! - krzyknął zaskoczony profesor
-Przepraszamy - zgodnie powiedzieli obaj chłopcy, choć ze wzajemnością krzywo się na siebie patrzyli
-Nic się nie stało, jestem pod wrażeniem waszej siły - zaśmiał się profesor, chłopcy byli nieco zawstydzeni, ale po chwili spytali - Co dziś będziesz robił profesorze ???
-Hmmm... zaraz sprawdzę w moim grafiku co dziś miałem zrobić... - profesor wyciągnął notes i zaczął szukać kartki ze swoimi planami na ten dzień - O jest - ucieszył się profesor
-Więc planem na dziś jest... jak mogłem zapomnieć !!! to dlatego obaj tu przyszliście. Ok, do wyboru macie trzy Pokemony-startery regionu Kanto - Bulbasaura - typ trawiasty, Squirtle - typ wodny i Charmandera - ognistego Pokemona. Chłopcy stali chwilę mierząc się wzrokiem, aż w końcu Gary powiedział złośliwie - bierz pierwszy dzieciaku... - Adrian nie odpowiedział, tylko podszedł do stołu, na którym leżały Poke Balle. Spojrzał na nie badawczo, po chwili namysłu powiedział: - ok, wezmę tego - wybór Adriana padł na Charmandera. Gary podszedł do stołu i zagarnął Poke Ball ze Squirtlem.
- Mój Pokemon wygląda na silniejszego od twojego !!! - wykrzyczał zadowolony Gary
-Goń się - powiedział Adrian i powoli zaczął zbliżać się ku futrynie, w której już nie było drzwi
-Zaczekaj Adrian, sprawdźmy nasze Pokemony, no dawaj ! - Adrian już wyciągał Pokeball krzyknął -Charmander, wybieram cię!!! - Gary również wybrał swojego Pokemona
-Squirtle, użyj ...
-Do ataku, ukradnijcie Pokemony - przerwał mu męski głos
-Co jest ?! - krzyknęli zaskoczeni chłopcy i profesor, wtedy do laboratorium wleciało spore stadko Zubatów, niszczące wszystko na swojej drodze, za nimi wskoczyły Raticaty. Pokemony zrobiły w budynku wieli bałagan i zamieszanie. Profesor Oak chwycił Poke Ball leżący na stole i wysłał Bulbasaura do walki.
-Chłopcy pomóżcie mi walczyć !!! - krzyknął Samuel Oak, młodzi trenerzy nie wahali się pomóc w obronie laboratorium
-Charmander, Scratch
-Squirtle, Tackle
-Bulbasaur, Tackle
Rozpoczęła się bitwa, Zubaty i Raticaty były raczej słabo wyszkolone, bo dały się łatwo przepłoszyć.
-Startery Kanto to bardzo silne Pokemony, mało kto może się z nimi równać. - powiedział z dumą profesor. Wtedy do laboratorium pewnie weszli ludzie którzy mieli na strojach logo z literą "R"
-Kto to ? - zapytali chłopcy przestraszeni profesora
-To Zespół R, banda największych łotrów w całym Kanto
-Nie jesteśmy łotrami lecz najemnikami... - powiedział zamaskowany mężczyzna wyglądający na przywódcę szajki - Nidoqueen, wybieram cię dodał - Adrian i Gary byli pod dużym wrażeniem tego Pokemona - Nidoqueen, Hyper Beam, rozwal to laboratorium !!! - Laboratorium rozsypało się, okazało się wtedy, że cały budynek jest otoczony siłami Zespołu R - Nidoqueen, teraz usuń nam z drogi te trójkę, Hyper Beam pełna moc !!!
-Hyper Beam !!! - rozległ sie głos dochodzący z przestworzy. Potężny hiperpromień trafił Nidoqueena nim ten zdążył zgromadzić energię potrzebną do wykonania ataku. Trujący Pokemon upadł na ziemię pokonany. To wywołało panikę w szeregach Zespołu R. Z niebios wyłonił się żółty Pokemon na którego grzbiecie siedział trener, to spowodowało, że członkowie rozbiegli się we wszystkie strony, szukając drogi ucieczki.
-Nie uciekajcie - wydał rozkaz dowódca, jednak nikt go nie posłuchał, po chwili przywódca został sam na polu bitwy - Co za beznadziejni współpracownicy... - westchnął i odszedł w stronę Veridian City.
- Co to za Pokemon - zapytał Adrian
-To Dragonite, smoczy Pokemon, jest on bardzo silny - odrzekł Oak
Wtedy tajemniczy trener wylądował. Profesor od razu go rozpoznał i przywitał słowami:
-Witaj Lance
-Witaj profesorze, witajcie chłopcy
-Kim pan jest - zapytał nieśmiało Gary
-To Lance, trener smoków i członek i przywódca Elitarnej Czwórki Kanto. Jest najlepszym trenerem w regionie. - oznajmił profesor
-Musicie na siebie uważać, ostatnio Zespół R atakuje coraz bezczelniej, nawet w biały dzień - ostrzegł trener z powiewającą peleryną. - Trzeba odbudować też laboratorium.
-To prawda - potwierdził profesor - Co cię tu sprowadza ???
-Nie mogę powiedzieć, ale jestem na tropie czegoś na prawdę wielkiego... - powiedział tajemniczo, po czym wskoczył na Dragonite'a i odleciał na północny-zachód
-Ciężki dzień - powiedział Adrian
-To prawda, chodźmy już do domów, jutro wasz wielki dzień - zaproponował Oak
-Ok, dziadku - powiedział Gary i wszyscy sie rozeszli
Adrian wracając samotnie do domu spostrzegł niewyraźny kształt na niebie, chciał się uważniej przyjrzeć, ale Pokemon wzleciał w chmury "wijąc się" w dziwny sposób.
-Co to mogło być ??? spytał siebie Adrian - Kiedyś rozwiążę te zagadkę. - obiecał sobie. Wrócił do domu i opowiedział mamie o dzisiejszym dniu...
  



Wiek: 49
Posty:


Rozwiń/Zwiń






05 Maj 2012 08:16
Rozdział II - Skandal w chmurach



Poranek był całkiem inny niż ten wczorajszy. Intensywnie padał deszcz. Adrian nie zraził się złymi warunkami atmosferycznymi i śmiało wybiegł przed dom, skąd wyruszył na północ - w stronę Veridian City - miasta, w którym mógł zdobyć swoją pierwszą odznakę. Nasz bohater na razie nie myślał jednak o tym. Przy wyjściu z miasta zaczepił go profesor Oak
-Stój, zapomniałem ci to wczoraj dać - wręczył Adrianowi Pokedex - to przenośna encyklopedia, są w niej dane wszystkich Pokemonów z Kanto. Mam nadzieją, że będzie ci pomocny. Weź jeszcze te pięć PokeBalli. Profesor pobiegł do laboratorium chroniąc się parasolem przed deszczem. Adrian zdjął czapkę, bo nienawidził w niej chodzić, poza tym lubił deszcz we włosach.


Gdy chciał już ruszać z nieba z impetem spadł Lance waz ze swym Dragonite'm. Adrian podbiegł do Lance'a w celu udzielenia mu pomocy. Lance był nieprzytomny. Jego Pokemon również.
-Muszę sprowadzić pomoc - stwierdził zszokowany trener biegnąc po profesora Oaka. Na szczęście profesor szybko zadzwonił do szpitala w Veridian City. Szybko przyjechał ambulans, który zabrał poszkodowanych. Adrian pojechał z nimi karetką
-Co z nimi - spytał Adrian siostrę Joy
-No cóż, o ile Dragonite za kilka dni będzie zdrów to Lance jest w śpiączce i nie mamy pojęcia kiedy się wybudzi...
-Och... to straszne, mam nadzieję, że wszystko wróci do normy... - odparł Adrian
-Przeprowadzimy śledztwo dotyczące wypadku Lance'a. To dość tajemnicza sprawa... - przerwała oficer Jenny
-Musieli spaść z bardzo wysoka, na to wskazują obrażenia - wtrąciła Joy
-Ale czy jest możliwe żeby Pokemon żył tak wysoko ? - zapytał Adrian
-Jaki Pokemon ?! Nie mówimy nic o żadnym Pokemonie !!! - wytłumaczyła Jenny
-Wątpię, aby Dragonite tak po prostu upadł... - powiedział ironicznie Adrian
-Nie ważne. Niech każdy zajmie się swoją robotą - zaproponowała Jenny olewając Adriana. Po tym wsiadła na motor i odjechała, Joy poszła doglądać pacjentów, a nasz młody trener został w deszczu sam przed szpitalem. Błogą ciszę przerwał mu głos:
-Zgadzam się z twoją teorią. Lance nie mógł sam upaść. To nie był przypadek. To musi być sprawka Pokemona, ale który ma taką siłę, by tak zdemolować Dragonite'a ???
-Zgadzam się z tobą... a kim właściwie jesteś ?
-Jestem Nick , trener Pokemonów.
-Ja jestem Adrian, a jakie masz Pokemony ?
-Na razie mam tylko jednego, ale jakiego ?! - powiedział z duma
-Jakiego ? Powiedz !
-Eevee... - Adrian poczuł respekt, wiedział bowiem z telewizji, że to progresywny Pokemon
-A może stoczymy bitwę ??? - zaproponował Adrian
- Może jutro rano ? Muszę jeszcze zjeść kolację...
-Ja też. Może zjemy razem ? - zaproponował Adrian. Obaj chłopcy poszli razem do Centrum Pokemon. Zjedli. Nick zjadł bardzo dużo. Poszli do swoich pokoi, aby skupić sie przed bitwą i wyspać. Czekała ich przecież ważna bitwa następnego ranka...

Widać było, że trenerzy się zaprzyjaźnili, ale było wiadome, że w walce żaden z nich nie odpuści ani na chwile....
Ostatnio zmieniony przez 05 Maj 2012 08:17, w całości zmieniany 1 raz  



Wiek: 49
Posty:


Rozwiń/Zwiń






12 Maj 2012 08:03
Rozdział III - Przyjacielska rywalizacja



Adrian nie spał dziś spokojnie. Jego głowę przepełniały myśli o porażce. Miała to być jego pierwsza bitwa. Nie chciał ponieść w niej porażki. Tymczasem Nick w pokoju obok rozmyślał nad walką. Analizował różne scenariusze wydarzeń, jednocześnie jedząc pizzę.



Nastał ranek. Adrian wybrał się na spacer. Obejrzał z zewnątrz salę i kilka domów. Potem poszedł na zachód. W wysokiej trawie zobaczył Pidgeya. Bez namysłu rzucił PokeBall. Pokemon bez walki pozostał w kuli
-Hurra !!! - cieszył się Adrian
-Eee...nie wiem czy to taki wieli powód do dumy... - powątpiewał Nick w dokonanie Adriana
-To może sprawdźmy na co stać mojego nowego Poka ?
-Jasne, dziś mieliśmy walczyć, więc Eevee, wybieram cię !!!
-Pidgey, na przód, pokonaj go
-Eevee, Quick Attack
-Pidgey, wykonaj unik i uderz Tackle - Pidgey uniknął ataku i rzucił się na Eevee. Jednak jego cel nie odczuł skutków tego ataku
-Eevee, Bite - atak trafił Pidgeya i sprowadził go do parteru - Eevee, zakończ Quick Attack
-Pidgey, podnieś się i użyj Gust - Eevee trafił, ale Pidgey zdołał wytrzymać ten cios. Użył Gust które sprawiło, że Eevee wyladował na drzewie...
-Eevee, Bite - Eevee zeskoczył z drzewa i z zaskoczenia ugryzł Pidgey'a, który padł bezwładnie na ziemię. Eevee wygrał ten pojedynek
-Pięknie Eevee, chodźmy coś zjeść - pogratulował Pokemonowi Nick
-Ech, jeszcze cię pokonam - powiedział Arian idąc do Centrum Pokemon. Uleczył swego Pokemona i pognał w kierunku sali. Okazało się niestety, że jest ona zamknięta...



Adrian nie ociągał się i poszedł w stronę Veridian Forest.W krzakach przy wejściu do lasu przemknął tajemniczy Pokemon...
Adrian wyciągnął Pokedex, aby zidentyfikować tego stworka. Niestety z Pokedexu wydobył się tylko głos: "zupełny brak danych". Za Pokemonem wyłonił się trener. Nie wyglądał na miejscowego. Wskazywał na to jego ubiór.
-Kim jesteś ? - spytał Adrian
-Jestem Manjek - odparł młodzieniec
-Ja jestem Adrian, a co to za Pokemon ?
-To mój przyjaciel Chimchar
-Nie znam takiego Pokemona...
-Bo one nie występują w Kanto, to Pokemony pochodzące z Sinnoh
-Co to Sinnoh ? - spytał nieświadomy ogromu świata Adrian
-To odległy region z którego pochodzę. Jest bardzo piękny i tajemniczy
-Jeśli tak to kiedyś go odwiedzę
-Nie zawiedziesz się - uspokajał Manjek - A dokąd teraz podróżujesz ?
-Do Pewter City, chcę wyzwać lidera sali
-Mam ten sam cel. Chcę wygrać ligę Kanto - oznajmił Manjek
-Możesz najwyżej zająć drugie miejsce... Bo wygram ja !!! - zarzekł się Adrian
-Ok. Już spokojnie. Skoro idziemy w tę samą stronę to pójdziemy razem przez las Veridian ??? - zaproponował Manjek
-We dwójkę będzie raźniej. Chodźmy... - zgodził się Adrian


Trenerzy ruszyli przed siebie nieświadomi zagrożenia jakie czeka w Veridian Forest...
  



Wiek: 49
Posty:


Rozwiń/Zwiń






08 Cze 2012 09:11
Rozdział IV - Przedsmak mroku


Ten dzień był bardzo spokojny. W lesie, do którego zmierzali Adrian i Manjek było bardzo ciemno, a cisz panująca w nim była wręcz głucha. Mrok panujący w lesie budził grozę w sercach chłopców. Samotnie żaden z nich za pewne nie zdecydowałby się przemierzać tego lasu...



-Czy w tym lesie zawsze jest tak ciemno ? - spytał Adrian Mańka
-Nie mam pojęcia, nigdy wcześniej tu nie byłem... - odrzekł towarzysz Adriana, wtedy obaj usłyszeli głos starca przemawiającego do nich z pagórka znajdującego się nieopodal:
-Strzeżcie się albowiem, zło zawitało do Veridian Forest
-Jakie zło ? - spytał zaskoczony Manjek
-Zło zbyt duże, by opowiadać o nim dzieciom... - odrzekł starzec i odszedł w gęstą mgłę, chłopcy próbowali go zatrzymać, ale zniknął im z oczu po wejściu w mgłę
-Boje się - stwierdził Manjek
-Ja też, ale razem przebrniemy przez ten las - zachęcał Mańka Adrian
-Jasne, chodźmy już... - młodzi trenerzy ruszyli do ciemnego lasu mimo przestróg starego mędrca, początkowo zobaczyli kilka Pokemonów robaków. Robaki nie były silne, więc chłopcom udało się złać je bez walki. Adrian złapał Caterpie, a Manjek Weedle'a.



W pobliżu pewien Pinsir szukał pożywienia. Zaatakował więc gniazdo Pidgeya, który bronił się przy pomocy Sand-Attack. Trafił tak celne w oczy Pinsira, że ten zaczął miotać się we wszystkie strony niszcząc okoliczne drzewka.



Chłopcy dalej przemierzali las. W końcu doszli do wniosku, że się zgubili. Adrian wyciągnął mapę, jednak to na niewiele sie zdało. Chłopcy się załamali. Wtem z krzaków usłyszeli odgłosy wściekłości. Przestraszyli się bardzo. Mieli uciekać, nie wiedzieli jednak dokąd. Pinsir wybiegł z zarośli budząc trwogę w sercach trenerów.
-Charmander, na przód - wykrzyknął Adrian
-Chimchar, pomóż mu -wydał polecenie Manjek. Wściekły Pinsir próbował na ślepo atakować Guillotine, lecz jego próby nie sięgały celu
-Charmander...
-Chimchar...
-Ember - krzyknęli jednocześnie chłopcy. Żar ataku ich Pokemonów był tak silny, że Pinsir padł na ziemię. Manjek wyciągnął PokeBalla i rzucił w stronę robaczego Pokemona. Ten wszedł do kuli. Po zaciętej walce pozostał niej bezsilny.
-Hurrrra !!! Mam Pinsira - wykrzyknął radośnie Manjek
-Bravo. Teraz będziesz dużo silniejszy - pogratulował koledze Adrian, to był chyba jedyny miły aspekt tego dnia, bo jeszcze wiele miało zdarzyć się w Veridian Forest...



***



W tym samym czasie mroczny las Veridian przemierzał jeszcze jeden samotny trener. Poruszał się bezszelestnie, nie zwracając na siebie uwagi nawet najuważniejszych leśnych Pokemonów. Był zamaskowany niczym Kecleon w gąszczu tropikalnych drzew. Wkrótce będzie mu dane spotkać naszych bohaterów. Czy okaże się przyjacielski, czy może przysporzy Adrianowi i Mańkowi kolejnych kłopotów ? Dowiecie się jedynie czytając następny rozdział mojego ficka.
  



Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Mobilna wersja forum


Strona wygenerowana w 0,49 sekundy. Zapytań do SQL: 15